Epidemia strachu

Do dobrego łatwo się przezwyczaić, łatwo jest przejść na wyższy standard życia. Rezygnacja, natomiast, z raz otrzymanych przywilejów i korzyści jawi się jako istne cierpienie. Nasza psychika jest dużo bardziej wrażliwa na negatywne bodźce i kilkukrotnie bardziej żałujemy straty, niż cieszymy się z zysku o tym samym rozmiarze. Kiedy PiS wprowadzało program jałmużny 500+, wiedziałem, że każdy kto wspomni o jego likwidacji skaże się na polityczny niebyt. Wiedziałem, że program zapewniania iluzorycznego dobrobytu rodzinom zostanie z nami na dłużej i może zniknąć jedynie zjedzony przez łakomą inflację.
Każdy kryzys gospodarczy i ekonomiczny przebiega dużo surowiej i dynamiczniej niż poprzedzający go wzrost. Emocje i desperacja ludzi wyrzucanych na bruk i tracących swoje biznesy dalece przyćmiewa w swoim wydźwięku satysfakcje i jęki zachwytu tworzących się podczas hossy fortun. Kryzys nie jest na rękę żadnej partii, żaden polityk nie chce być kojarzony z okresem problemów gospodarczych i wysokiego bezrobocia. Jakkolwiek nie przeciągany, moment końca chylącego się ku deflacyjnej zapaści cyklu koniunkturalnego w końcu musi nadejść. I co polityk może zrobić w takiej sytuacji ? Jak obrócić kartę losu? Wśród wielu figur walecznych w talii rządowej socjotechniki, sprawdzoną metodą prowadzenia walki na froncie politycznym nie jeden raz okazało się zarządzanie strachem https://pl.wikipedia.org/wiki/Zarz%C4%85dzanie_strachem. W obliczu zagrożenia ludzie mają tendencje jednoczyć się w okół aktualnej władzy, co w demokracji jest kąskiem, z którego grzech nie skorzystać.
W czasach instagramowych celebrytów z milionami followersów, scrum masterów debatujących godzinami z HR assistantkami o wpływie na zdrowie bezglutenowych pierożków i innych coachów mentalnych nasuwający się pomysł jest zarówno skuteczny jak i prozaiczny.
Epidemia COVID-19, mimo, iż rozwija się w chwili pisania tego posta, bez wątpienia stanie się natchnieniem prac wielu doktorantów z dziedziny biologi, politologi, historii czy socjologii. Najciekawszym aspektem aktualnej sytuacji jest dla mnie element inżynierii społecznej. Jak daleko ludzie są w stanie bezkrytycznie aakceptować narzucane zmiany ? Jak bardzo można omamić człowieka by, ze strachu, zgodził się na niekorzystne dla niego rozwiązania ? Braki wartości, braki wyższych idei i celów życiowych sprowadzają życie ludzkie jedynie do egzystencji. Wtedy najcenniejszą rzeczą staje się życie dla samego życia. Tak tworzy się zalążek końca wolnego społeczeństwa, które wykuło się w cieniu cierpienia, wyrzeczeń, biedy i śmierci bohaterów, dla których życie było jedynie przystankiem w drodze do wolności.

Comments

Popular posts from this blog

Taniocha

MPH przed dużym ruchem